Skip to content Skip to footer

Most III - Pęknięty ryngraf Zdana

Mosty Pamięci na Spotify:

Mosty Pamięci na YouTube:

fot. Ewa Roch-Wyrzykowska

Danuta Wyrwik przechowuje po swoim ojcu wiele pamiątek. Jest książeczka „, Pan kotek byt chory”, z którą jakże często czekała na tatę, aż ten powróci z pracy i, jak zawsze, będzie jej czytał.
Jest popiersie Tadeusza Kościuszki, które zawsze stało na biurku taty, bo Kościuszko był jego wielkim idolem. Bo tacy to kiedyś byli idole. Sa piękne listy ojca do syna Lucjana – starszego brata pani Danuty, gdzie z okazji urodzin życzy prócz zdrowia i szczęścia, aby wyrósł na dzielnego człowieka, z którego „Kraj będzie mial pożytek”. Ale pierwsza rzecz, którą wskazuje córka Tadeusza Majcherczyka – Zdana, to wiszący na ścianie ryngraf z wizerunkiem inspirowanym obrazem Matki Boskiej karmiącej Dzieciątko Jezus mediolańskiego artysty Andrei Solariego. W swej historii ryngraf byl przede wszystkim atrybutem rycerza-żołnierza, symbolem patriotycznego zapału i znakiem Bożej (a przede wszystkim – Maryjnej) opieki. Szkaplerz Zdana nosi wyraźny ślad poziomego pęknięcia. Pani Danuta opowiada, że ojciec z największą czcią nosił go na piersi przez całą wojnę i że pęknięcie jest świadectwem tego, iż jednego razu ocalił go on przed śmiercią.
Tadeusz Majcherczyk – Zdan, kawaler Orderu Virtuti Militari V stopnia, nadawanego za wybitne męstwo, połączone z narażeniem życia, nie jeden raz stawał oko w oko ze śmiercią. Z każdego tego spotkania w czasie wojny wychodził z życiem. Jako zaledwie 13-letni chłopiec opuścił rodzinny, zamożny, bezpieczny dom, aby dołączyć do obrońców Lwowa.
Brat udział w wojnie polsko – bolszewickiej, w kampanii wrześniowej. Ciężko ranny dostał się do niewoli niemieckiej. Przeżył. Dzięki kontaktom konspiracyjnym mógł opuścić część obozową warszawskiego Szpitala Ujazdowskiego i pod pseudonimem Zdan, jako dowódca 1 kompanii w batalionie „Łukasiński”, przygotowywał ją do przyszłych działań w Powstaniu Warszawskim.
Ranny odłamkiem w pierś 12 sierpnia 1944 roku nie opuścił swoich żołnierzy i nadal im dowodził, ale kolejne rany odniesione 23 sierpnia były bardzo ciężkie. Trafił do szpitala na Długiej, jednak Niemcy bestialsko mordowali rannych. Próba uratowania go z rzezi przez sanitariuszki wydawało się, że została udaremniona – podtrzymywany przez dziewczyny był już postawiony pod murem, gdzie rozstrzeliwano powstańców. Tu po raz kolejny uniknął śmierci. To był cud: krwawą egzekucję przerwał austriacki lekarz i wstrzymał salwę, która miała dosięgnąć Zdana.
Tadeusz Majcherczyk powrócił po wojnie do żony i synka. Żył, choć na skutek odniesionych ran z niewładną ręką i okaleczoną amputacją nogą.
Jak każdy szczery patriota, który o swoją Ojczyznę walczył, gotowy dla niej na wszystko, nie oczekiwał dla siebie za to piedestału bohatera. Będąc wykształconym człowiekiem, chciał pracować, zapewnić spokojny byt swojej powiększonej po wojnie o córeczkę Danusię, rodzinie. Ale nie tylko nie czekały na niego jakże zasłużone laury i powszechny szacunek, lecz plakietka wewnętrznego wroga Polski. „Rozpoczęły się szykany, przesłuchania i udręki. Nikt nie chciał zatrudnić człowieka z wyższym wykształceniem, specjalistę hutniczego tylko dlatego, że był majorem AK.” – mówi pani Danuta.
„Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
Haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią […]
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką,
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło…” – te słowa wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego nasuwają mi się, kiedy patrzę na pamiątkę po Tadeuszu Majcherczyku Zdanie. Na pęknięcie znaczące ryngraf, które w dziwny sposób bolesnym śladem jakby nazywało życie tego wyjątkowego człowieka, Szlachetnego, wiernego wyznawanym wartościom, niezłomnego, który mimo, że zawsze obdzielał innych dobrą energią, uśmiechem, nie doczekawszy Polski, której służył ze wszystkich sit, skrywał serce, jak ten ryngraf, pęknięte i zbolałe.
Zginał pod kołami pociągu w tajemniczych okolicznościach 8 listopada 1956 roku…

Ewa Roch-Wyrzykowska