Skip to content Skip to footer

Most V - Aparat fotograficzny Jana Szczepańskiego

Mosty Pamięci na Spotify:

Mosty Pamięci na YouTube:

fot. Ewa Roch-Wyrzykowska

Patrząc na fotografie, na znajdujących się tam ludzi, zdarza się tak, że w dziwny sposób nie tylko czujemy ich obecność, ale także tego kogoś, w czyich rękach znajdował się wówczas aparat. Widzimy go w twarzach fotografowanych osób, w ich uśmiechach, które pojawiły się nie dla pozy, ale po prostu skierowane były do robiącego zdjęcie. Widzimy go w malujących się na tych twarzach uczuciach, nastrojach, którymi w pewien sposób dzielą się z fotografującym, odsłaniają przed nim swoje radości, czy troski. Widać łączącą ich bliskość.

„Na górnej półce starej szafy, owinięty w płócienny woreczek, spoczywa aparat Voigtländer Compur – świadek niezwykłego życia mojego ojca Jana Szczepańskiego – mówi Zofia Strzybny – Ten solidny, przedwojenny sprzęt towarzyszył mu przez najważniejsze momenty XX wieku. Jeszcze przed wojną fotografował życie codzienne na Górnym Śląsku – szkołę, święta, ludzi pracy. Gdy nadeszła wojna, aparat ukryto. Ale nie na długo. W czasie konspiracji stał się narzędziem walki – rejestrował działania ruchu oporu, tajne spotkania, zmiany, których nie wolno było opisywać słowami. Fotografował w ukryciu, w pośpiechu, czasem ryzykując życie. Mówił, że każde zdjęcie, to dowód, że byliśmy, że walczyliśmy, że istniejemy mimo wszystkiego. Po wojnie, kiedy świat próbował się podnieść z ruin, ojciec nadal używał Voigtländera. Tym razem w służbie wiedzy – fotografował działalność Uniwersytetu Powszechnego w Siemianowicach Śląskich, inicjatywę edukacyjną, która miała odbudować umysły i serca zniszczone przez wojnę. Dziś ten aparat już nie działa. Ale trzymam go, jak relikwię – nie tylko, jako pamiątkę po ojcu, lecz także jako symbol jego niezłomności, pasji i wiary w to, że nawet w najciemniejszych czasach warto dokumentować świat – dla prawdy, dla przyszłości, dla pamięci”.

Słuchając wspomnień pani Zofii oraz jej siostry Danuty Makarewicz, myślę, że ten zabytkowy aparat stanowi swoistą materializację głębokiej prawdy o człowieku, w którego rękach spoczywał przez lata. O człowieku szczodrze obdarowującym innych swoim czasem, wiedzą i sercem.

Jan Szczepański był kimś absolutnie niezwykłym, uzdolnionym, ogromnej dobroci człowiekiem. Pochodził z bardzo skromnej, chłopskiej rodziny, ale wszelkie ograniczenia związane z taką pozycją społeczną i materialną, potrafił krok po kroku forsować, by chłonąć wiedzę. Na tej drodze było przemierzanych pieszo codziennie wiele kilometrów do szkoły, było znaczone trudami biedne życie, ale uzdolniony, ambitny chłopak, dotarł na niej aż na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Potem przez całe życie bezinteresownie, ze wszystkich sił starał się torować biednym ludziom dostęp do nauki. To jego inicjatywą był działający w Siemianowicach przed – i po II wojnie światowej Uniwersytet Powszechny.

On znał najlepiej ból przedzierania się do światła wiedzy, poszerzającego nie tylko horyzonty myśli, ale i wynoszącego ku szlachectwu ducha. Był ukochanym nauczycielem, który nigdy nie karząc uczniów – ciepłem i życzliwością budował ich chęć do nauki. Był walczącym o Polskę patriotą, niestrudzonym krzewicielem kultury, działaczem organizacji nauczycielskiej, niezawodnym przyjacielem i kochającym mężem i tatą. Wielu ludzi zachowało jego obraz z aparatem fotograficznym w rękach. Ponieważ on nie tylko chciał dokumentować otaczający go świat, ale także bardzo lubił robić zdjęcia ludziom. Utrwalał to, co było dla niego najważniejsze i co unaoczniała każda podejmowana przez niego działalność – drugiego człowieka.

Ewa Roch-Wyrzykowska