Most IV - Od pamiątki z Modlina do pasa "Czarnych Diabłów"
Mosty pamięci na Spotify:
Mosty Pamięci na YouTube:
fot. Ewa Roch-Wyrzykowska
Dziadek był i nadal pozostał kimś bardzo ważnym dla Artura Garbasa. Był jego idolem, tym, który sprawił, że to, co minione stało się dla niego – jego wnuka – nie jakimś rekwizytem z lamusa, wydarzeniem, które kiedyś było i się skończyło, tylko czymś, co ciągle ma znaczenie, co stanowiło część drogi, którą teraz idziemy i nie bylibyśmy tacy, jakimi jesteśmy, ani nie bylibyśmy tu, gdzie jesteśmy, gdyby nie tamten wcześniejszy odcinek tego szlaku, przemierzonego przez naszych przodków. Spośród pamiątek po dziadku, pan Artur szczególne znaczenie przypisuje ramce, w której, pod wykonanym w 1924 roku zdjęciem Karola Iskry w gronie żołnierzy I Pułku Saperów z Modlina, widnieje jego odznaka oraz parcianemu pasowi, uzupełniającemu umundurowanie żołnierza I Dywizji Pancernej gen. Maczka. Ten zestaw wyznacza jakby klamrę wojskowych doświadczeń dziadka. Doświadczeń szczególnych, bo ludzki los targany bywa jak opadły liść przez wichry historii…
Karol Iskra był Ślązakiem, który gdy myślał „ojczyzna” – myślał „Polska”. Będąc chłopcem, koniecznie chciał iść do trzeciego powstania ze starszym bratem Maksem, ale ten mu ów pomysł stanowczo wyperswadował. „Nakopoł mi do szmot i pedzioł – Idź do dom pieroński ślimtoku, bo ci nogi z d… powyrywam.” – tak wspominał to dziadek pana Artura. Nic więc nie wyszło z patriotycznego zapału ówczesnego wyrostka.
W wojskowych szeregach znalazł się więc Karlik dopiero, jako poborowy, w 1924 r. we wspomnianym Modlinie. Jako czeladnik stolarski, a więc i posiadający umiejętności przydatne przy budowie mostów, otrzymał przydział do saperów. Także po ukończeniu służby wojskowej – zatrudniony w PKP pracował w swoim fachu. Kolejarzy uznawano za strategiczny zawód, więc po wybuchu II wojny światowej miał służyć krajowi dbając o kolejowy tabor i tak też czynił, broniąc jednocześnie, po zajęciu kraju przez okupanta, swojej polskości i odmawiając podpisania volkslisty, co w efekcie spowodowało wysłanie go na przymusowe roboty do Niemiec. Tam, w 1943 roku wcielono go do Wehrmachtu, bo Górnoślązacy w owym czasie zostali przez okupanta uznani za obywateli III Rzeszy. I tak, jak kiedyś chciał się bić z Niemcami, tak przewrotny los postawił go na froncie po tej samej stronie, co najeźdźcy. Karol Iskra pozbył się więc ukradkiem swojej amunicji, aby być pewnym, że nie przyczyni się do śmierci choćby jednego alianta, a gdy w 1944 roku, w słynnej bitwie pod Falaise, nadarzyła się okazja, wraz z kolegą uciekł do Amerykanów, którzy przekazali go pod kuratelę żołnierzy I Dywizji Pancernej gen. Maczka. Był w jej szeregach do 1947 roku, służąc po raz kolejny swoimi zawodowymi umiejętnościami i uczestnicząc w przygotowaniach do przepraw shermanów i cromwelli – brytyjskich czołgów gen. Maczka.
Kiedy po rozformowaniu jednostki stanął na polskiej ziemi, najpierw ten jeden z „Czarnych Diabłów” – jak nazywano żołnierzy sławnego generała – jako, w mniemaniu ówczesnych władz nieoczywisty patriota, trafił za druty, pilnowany przez rosyjskich mundurowych oraz rodaków z orzełkami pozbawionymi korony. Po krótkim tam pobycie mógł wreszcie wracać na ukochany Śląsk. Pierwsze zetknięcie z wytęsknionymi, rodzinnymi stronami mocno odbiegało od wyobrażeń – nieopodal domu Karol Iskra natknął się na milicjanta, który zdarł mu z battle dressu naszywki „Poland” i husarskie skrzydełka a także charakterystyczny dla brytyjskiego umundurowania parciany pas. Usłyszał też komentarz, że „na Andersa na białym koniu się nie doczeka”. Jak przyjął takie słowa dziadek pana Artura, zwłaszcza, że milicyjny mentor był znanym mu z 1939 roku konfidentem…?
„Sztuką jest umierać dla ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla niej” – ta znana sentencja dobrze pasuje do Karola Iskry. Tak więc, kiedy przestąpił próg domu, znalazł w nim ukochaną żonę, dzieci, gdy obejrzał swoją szopę, „chlewiki”, ławeczkę – powiedział „No to żyjemy i żyć będziemy. Ślonzok, to Ślonzok, zawsze zaczyna od roboty” i wkrótce, jak od początku dorosłego życia, jak w jednostce w Modlinie, jak u gen. Maczka – zajął się stolarką. A swojego wnuka – Artura tak rozmiłował w ojczystych dziejach oręża, w meandrach żołnierskich losów, że obok dziadkowego pasa i pamiątki z Modlina, w jego mieszkaniu urosła już kilkutysięczna kolekcja opowiadająca historię polskiej walki o niepodległość.
Ewa Roch-Wyrzykowska

