Most I – Ostatni list Kostka
Mosty Pamięci na Spotify:
Mosty Pamięci na YouTube:
fot. Ewa Roch-Wyrzykowska
List z Auschwitz. Zbrązowiała, wątła, niemal jak pajęczyna, kartka, poznaczona kreskami licznych zgięć i jakimiś tajemniczymi, okrągłymi, odciśniętymi śladami. Wojciech Kempa przechowuje go w kartonowej oprawie, z której wysuwa kartkę bardzo ostrożnie, pełen obaw, żeby mocno zniszczony papier nie uległ rozdarciu.
Wyblakłe pismo, w kilku linijkach, jak widać, zostało poprawione, aby nie stało się już niemożliwym jego odczytanie, aby nie uronić z przekazu ani słowa. To bardzo ważny list. Ostatni. Dziadek Wojtka, wówczas zaledwie 28-letni Konstanty Kempa, pisał go na kilka chwil przed egzekucją. List dotart do rodziny Kostka w wiele miesięcy po jego śmierci, dzięki współwięźniowi o nazwisku Gryc. Ocalił ten list, ukrywając go w drewniaku, gdy był pedzony w marszu śmierci do Mauthausen, czasem, aby go nie utracić, skrywał go w ustach. On znał wagę napisanych słów. Dla tych, do których były kierowane i dla tego, który je skreślił. Walczył więc o ich przetrwanie dla nich wszystkich.
Konstanty Kempa był zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Z chwilą wybuchu II wojny światowej brał udział w walkach z najeźdźcą pod Wyrami, po dotarciu z polską armią w okolice Tomaszowa Lubelskiego, dostał się do niewoli, z której zbiegł. W okresie okupacji był członkiem Komendy Inspektoratu Katowickiego Armii Krajowej, szefem oddziału VI – Biura Informacji i Propagandy, szefem Departamentu Informacji Sekcji Zachodniej Delegatury Rządu. Podjąwszy pracę przy wyrobisku żwiru nad Sołą, gdzie zatrudniani byli także więźniowie KL Auschwitz, z ogromnym zaangażowaniem brał udział w pomocy przebywającym w obozie ludziom m. in. dostarczając im lekarstwa, ale też pozyskiwał informacje na temat ludobójstwa dokonywanego w lagrze. Wiedzę na ten temat otrzymywał poprzez kontakt z obozową organizacją – tą sama, w której działał Witold Pilecki, a także od jednego z SS-manów. Informacje te przekazywał władzom Podziemnego Państwa Polskiego w Warszawie, stamtąd trafiały do Londynu.
Działanie w konspiracji przerwało aresztowanie Konstantego Kempy w dniu jego 28 urodzin – 28 lutego 1944 roku. Początkowo gestapo przetransportowało go do więzienia w Mysłowicach, gdzie poddawany był krwawym przesłuchaniom, następnie przewieziony został do obozu w Oświęcimiu i osadzony w bunkrze na bloku 11. Przebywał tam do 6 stycznia 1945 roku, kiedy to po dzień wcześniej przeprowadzonej rozprawie skazującej go na śmierć przez powieszenie, wyrok ten został wykonany. Tego właśnie dnia Kostek napisał ten list.
„6 I 1945 Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was, nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje mi dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was, módlcie się dużo za mnie… Mamo, opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka, aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie dziateczki, moje małe sierotki. Zegnaj Bolku i Stefcio, szwagrowie i szwagierki. Najukochańsza Lusieńko! Do końca mojego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Zegnaj. Zostań z Bogiem. Duch moj będzie zawsze z Tobą i dziateczkami. Lusieńko, bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Zegnajcie z Bogiem. Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek.”.
Poeta Tadeusz Różewicz, były więzień obozu zagłady, w wierszu stanowiącym rozliczenia wojenne zatytułowanym „Ocalałem prowadzony na rzeź” pisze: „Szukam nauczyciela i mistrza Niech przywróci mi wzrok słuch i mowę Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia Niech oddzieli światło od ciemności” On przeżył. Przeżył? Sam ma co do tego wątpliwości, bo wewnątrz jakby przestał istnieć, jakby nie przetrwało w nim nic, z tego, co kiedyś czuł i rozumiał. Kostek Kempa był tylko kilka lat starszy od Różewicza. On nie wyszedł z obozu, nie ma nawet grobu, ale czyż ten jego list nie przekonuje, że jemu udało się przetrwać. Pozostał takim, jakim był zawsze. Do końca.
Ewa Roch-Wyrzykowska
